© 2008-2017, made by mem!

Wiersze z tomu O wchodzeniu w ogień
Zamów książkę! »



[ O MIŁOŚCI I TĘSKNOCIE ]

Proste historie, prostym językiem, o ludziach, rzeczach,
o mnie, o tęsknocie, o pożyczaniu młotka i szczypty soli
od sąsiada. Czy wiesz, ile kosztuje moje ciało? Kosztuje
tyle, ile za nie zapłacisz. Zabierz mnie do domu, mówi
moje ciało, kiedy nie patrzysz, kiedy się z nim rzadko

kontaktujesz. Jestem ci potrzebny, mówię ja. Jestem ci,
jak tlen i żywica, jak młotek od sąsiada i szczypta soli.
Papierosy ode mnie smakują, jak żadne inne, smakuje
ci też alkohol i miłość, która jest nieobecna gdzie indziej.
Ona jest tu. Ma oczy jak pięciozłotówki, lecz idzie w las.

W komin idzie. Z dymem. Niebo ją przywołuje łaskawie
w odbiciu twoich humorów, przyjmuje bez namysłu
z deficytem uśmiechów. A chciałbym być dniem, niebo
z chmurami i słońcem mieć po swojej, słusznej i jedynej
stronie. Deszczem się zasłaniać, do drzwi pukać po sól.


[ ŚWIADECTWA ]

Kiedy nagle we wtorek tracisz zajęcie, wtedy jesteś
jak ryba i pies. Ostatni śnieg topi się w mgnieniach,
a woda w mgnieniach odpływa bokami w dół ulicy.
Przeklinasz jeszcze miłość, tę pierwszą i siarczystą,
która przychodzi zawsze mocno zawiana, zawsze

na pożyczki, która staje w zamieci z papierosem
zatrzymanym wpół drogi do ust i patrzy na lusterka
złożone do parkowania. To może rozczulać. Niczyje
auto. Byle spojrzenie. Towarzystwo ptaków, głód
i drobne w kieszeni. Potrzeba bliskości, pierwszego

słońca, dachów spalonych tym słońcem, zapachu
mokrej jezdni. Drewnianej szpady, szkolnej tarczy
na ramieniu i pęku kluczy, które kiedyś przekręcały
każde piwniczne drzwi. Oto moje małe świadectwa.
Mój mały dom. Moje połykanie ognia, gaszenie dnia.


[ 27193 ]

Zachodni wiatr przewraca samochód. To polonez.
Jest rok przecinania wstęg, smoka i szczypty soli.
Alkohol pijemy wyłącznie z butelki. Wodę z kranu.
To nic, że pierwszą szklankę trzeba wylać. To nic,
że drugą też, skoro od kilku lat nikt nie zamierza

chodzić do magla nawet w Podgórzu. Kiedy tak
o tym myślę rzadkie światło łapie mnie w pokoju
za niewyprasowany rękaw. Weźże idź do kuchni,
mówię sobie, naparz herbaty, usiądź przy oknie
i wyglądaj na zdziwionego, żebyś nie miał w nocy

koszmarów. Dzisiaj usłyszę, że numer obozowy
mojej babki nie był łatwy do zapamiętania (27193).
Że po wojnie dziadek wrzucił pistolet do komina
domu w Laskowicach (podobno wciąż tam jest).
Na śnieg jeszcze za wcześnie. Tamtędy płynie prąd.


Wiersze z tomu O wchodzeniu w ogień
Wielkopolska Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu
książka z serii Biblioteka Poezji Współczesnej
tom 87, format 16 × 21 cm, 40 stron
oprawa miękka ze skrzydełkami, rok wydania 2014
ISBN 978-83-64504-00-6
Zamów książkę! »